Wczorajszy wpis chyba zdaje się

Niedziela, 25 maja 2008 · Komentarze(0)
Wczorajszy wpis chyba zdaje się być już nieaktualny. Pocisnąłem klikusa vel leżącą pałkę do Barlinka szosą. Średnia na trasie powyżej 30kmh. Tam poszwędaliśmy się trochę po Janowie, potem pipek jeszcze musiał zjeść kebaba i powrót tą samą trasą. Tym razem do rogatek Gorzowa nie schodziłem poniżej 32kmh. Fajnie. A wieczorem jeszcze do Lilki.


Oto jak się wygląda na trasie, gdy siwy ma kopa. Patrz: górnik

Gorzów->Wojcieszyce->Kłodawa->Gorzów. Jestem zdruzgotany brakiem

Sobota, 24 maja 2008 · Komentarze(2)
Gorzów->Wojcieszyce->Kłodawa->Gorzów. Jestem zdruzgotany brakiem formy. Ciężko było mi w przyzwoitym tempie wjechać nawet na górkę 104. Ehh.. lipa na całej linii. Jutro z rana postaram się zacząć coś z tym robić i trzeba będzie obmyślić jakiś plan treningowy na zbliżającą się sesję.

Z rana do Lindo rozwiercić

Piątek, 23 maja 2008 · Komentarze(0)
Z rana do Lindo rozwiercić śruby od bloków SPD, a popołudniu test nowych śrub. Niestety ciągle się rozkręcały i za wiele nie pojeździłem. Tak więc z Klikusem śmignęliśmy do Kłodawy, Chwalęcic zahaczając trochę o poligon i na bulwar
Kilka fot żarnowców na poligonie


Wstałem o 4:30 żeby zdążyć na

Czwartek, 22 maja 2008 · Komentarze(0)
Wstałem o 4:30 żeby zdążyć na pociąg do Gorzowa. I co? I z samiutkiego rana dostałem w mordę od PKP. Najpierw kobita sprzedała mi bilet na inną trasę niż prosiłem. Potem na starcie, pociąg miał opóźnienie 25 minut, co oznaczało, że nie zdążę na przesiadkę w Kostrzynie. Ale muszę przyznać, że konduktorów mamy wspaniałych i specjalnie dla mnie zatrzymali tamten pociąg, żebym mógł spokojnie prawie na czas dojechać do domku. A wieczorem skoczyłem do Lilki.

Po dwóch dniach spędzonych

Sobota, 17 maja 2008 · Komentarze(8)
Kategoria 2008 Teneryfa, _Midi
Po dwóch dniach spędzonych w górach nie mieliśmy w ogóle sił. Przejechaliśmy się plażą i każdy podjazd czuliśmy ze zwielokrotnionym zmęczeniem. Pojechaliśmy więc zregenerować się na plaże do El Medano. Chyba najbardziej męczący dzień. Niby niewielki dystans, ale nasze rowery - el professional - ledwo zipiały. W moim - zaledwie 7-dniowym Fuji - skrzypiało jarzemko i stukał suport. U Afra odpadła śruba bidonu, tylny hamulec chyba się rozregulował, bo przy hamowaniu rower wpadał w takie drgania, że ciężko go było utrzymać, za to słychać go było na innych wyspach. Dodatkowo jeszcze dziura w oponie i stukający mostek, a u mnie nie bardzo dająca się zwolnić blokada ugięcia amora.








Album


No i w końcu nadszedł

Piątek, 16 maja 2008 · Komentarze(4)
No i w końcu nadszedł czas, żeby osiągnąć cel wyprawy. Jazda po wulkanie - El Teide - najwyższej górze Hiszpanii.

Chio


Roślinność naprawdę zadziwia


Aż dziw, że coś tam może rosnąć. Wszędzie skały, pumeks.


Lasy pinii - sosny odpornej na ogień


Pico del Teide - następnym razem wejdę na ten szczyt


Jedyne wypłaszczenie na trasie - u stóp Teide


To jeszcze nie koniec wspinaczki


Kolorowo. Jak w kanionie Colorado




Zabraliśmy za mało wody i jedzenia. Pod koniec Afro bał się nawet wpiąć w spdy, bo praktycznie nie mieliśmy już energii, żeby ustać w pozycji pionowej


Na szczęście od tej pory tylko z górki. Na nieszczęście a może i dobrze - cały czas w chmurach. Było strasznie zimno.



Jednak dotarliśmy jakoś do Vilaflor - najwyżej położonej wioski na Teneryfie. Zjedliśmy pysznego królika i Papas Negras - kanaryjskie ziemniaczki w Mojo - kanaryjskim sosie. Nie jestem pewien czy to było to co zamówiliśmy, ale i tak warto było. Od tej pory jechaliśmy cholernie krętymi serpentynami z jedną tylko lampką w dodatku we mgle i w nocy. Najpiękniejszy zjazd mojego życia!
Widok z dołu

Zjazd tbył aż pod sam hotel :)

Takie małe podsumowanie
Od 0 do 2100m n.p.m. ponad 60km podjazdem w pełnym słońcu. Ponad 35km zjazdu, przez większość trasy zimno - bo albo w chmurze, albo w nocy. Jeden z najpiękniejszych dni spędzonych na rowerze! Cudo. Dla takich chwil warto żyć!


Album