Co za dzień. Najpierw standardowo, na wydział szerszeniem. Po południu chciałem wyciągnąć Klikusa na rower i ten zgadał się z Adim. No... po Adim można wiele się spodziewać. Pojechaliśmy więc do Puszczy Bukowej. Na trasie poznańskiej średnia jakieś 35, potem pierwszy podjazd. Klikus został, ja staram się trzymać za Adim i cisnę. Prędkość najpierw 38kmh puls bliski maksymalnemu, a on mi jeszcze odjeżdża. No i sobie podarowałem gonitwę. Potem szybkie serpentynki. Wyciągnąłem ponad 54, Adi oczywiście jeszcze więcej i wyprzedził mnie klikus. Wiadomo jak to na zjeździe. Dopóki nie kupię sobie jakiegoś mniejszego amorka zawsze tak będzie. Tereny oczywiście piękne ale jakoś nie było czasu się zatrzymać na foty. Zrobiłem tylko dwie. No nie mogłem się powstrzymać
Bilans wycieczki -znowu gdzieś na dziurach zgubiłem lampkę, taka fajna była -oczywiście kapeć, ale dało się jechać. -Średnia z tej trasy wyszła pewnie około 26-27kmh
Powrót trasą przez basen górniczy. Aż wstyd opowiadać ile przepisów się złamało.
No i co tu mówić. Adi to jak dla mnie nie ta liga :) Ale fajnie i zapas sił jakby co to jeszcze mam. Kondycję sprawdzę w niedzielę.
Szczecin Autostradą Poznańską->Binowo->Kołowo->Szczecin przez Basen Górniczy
Najpierw szerszeniem do Netto. A potem z klikusem potargaliśmy setuchnę. Pogoda, już tradycja - nijaka, ale jakoś się pofatygowaliśmy traską: Szczecin->Pilchowo->Tanowo->Dobieszczyn->Myślibórz Wielki->Nowe Warpno->Dobieszczyn->Tanowo->Pilchowo->Szczecin Fotek nie robiłem, bo jakoś się nie chciało. Tylko taka, pokazująca, że Warpno wiśnią stoi. Nic dziwnego, w końcu cola 2 litrowa kosztuje tam 5,70, a ludzie mający na pierwszy rzut oka niewiele wspólnego z kolarstwem jeżdżą cannonami z leftym :/
W domku zastosowałem eksperymentalną kurację - wanna z gorącą wodą + zimny żubrzyk. Leżałem grubo ponad godzinę :D
Normalnym rowerem wyszło mi: 101,00km w czasie 4,08 ze średnią 24,41. Całkiem nieźle. Lecę na grilla :D
Dziś w Szczecinie nie padało i nawet prąd był, choć jak się okazuje nie wszędzie... Tak czy inaczej po południu wybrałem się z klikusem pojeździć po okolicach. Pokręciliśmy się najpierw po Lasku Arkońskim, Nie czuję się dobrze we wspinaczkach na podmokłych terenach, ale tam to momentami brodziliśmy w bagnach. Potem pojechaliśmy szosą do Niemiec: Szczecin->Dobra->Lubieszyn->Linken->Bismark-Loeknitz. Powrót do granicy tą samą trasą i potem przez Dołuje i Mierzyn do Szczecina.
Ciągle pada. Leje już w tym Szczecinie chyba drugi tydzień. Jeszcze trochę i zeświruję. Jak tak dalej pójdzie to maraton gryfa sobie odpuszcze. Tak więc, dziś znowu tylko na siłkę.
Wrocław dostał wczoraj piękne baty :) Jechał tylko jak zawsze niezawodny Jason. A tak was właśnie laliśmy :) Niestety podobne widoki mieli dziś tam na derbach w tej, hmm... No tej mieścinie bez tramwajów i rzeki. I bez czegoś takiego:
Do miasta i do Łubianki goniłem za cyklistami. Niestety dałem sobie spokój i wróciłem przez las koło leśniczówki w Wojcieszycach. Później trasa dom-PKS Gorzów i PKS Szczecin-stancja.
Ostatnio zrobiłem się jeszcze bardziej leniwy i jakoś brak mi motywacji do jeżdżenia. Ale jak już gdzieś pojadę, to bardziej turystycznie. Lubię eksplorować nowe miejsca i uwieczniać je na fotografiach. Czasami się ścigam, ale bez żadnych sukcesów, ot tak dla rozrywki i zaspokojenia głodu rywalizacji. Mój fetysz to podjazdy, gubienie się w lasach, lądowanie w bagnach :)