A wieczorem obiadokolacja u Milenki w stylu romantiko z panoramą na cały Szczecin z piętra numero 12, z tęczą na całe niebo i niezwykłym wschodem księżyca. Na prawdę niezwykłym, bo początkowo myślałem, że to fajerwerki, potem jakiś ogromny pojazd z kosmicznych zaświatów, a potem to już zbaraniałem. Takie dziwne kształty przyjmował.
Niestety fotki tylko z komóreczki. A upichciliśmy dziś naleśniki z farszem z mięska mielonego, fasolki, groszku, papryczki i sosikiem pomidorowym ze słodko-ostrą nutką papryczek chili.
Dziś miałem w końcu czas i ochotę troszkę pojeździć, więc postanowiłem, że pojadę do Puszczy Bukowej. Świecące słoneczko i przyzwoita temperatura jeszcze bardziej wzmagało tę chęć. Ale oczywiście nie mogło być tak różowo i gdy tylko się ubrałem i miałem wychodzić, zauważyłem kapcia w tylnym kole. Znowu. To już chyba trzecia dętka w przeciągu tygodnia. Szybko więc ściągnąłem koło i zmieniłem na inną gumkę. Okazało się, że ta druga ma zepsuty zaworek i przepuszcza powietrze. Myślałem, że mnie cholera strzeli. Ale... na przeciwko stancji mam sklep rowerowy i już po chwili zakładałem świeżutką gumkę do czerwonego rumaka. W tym czasie słoneczko zdążyło już się schować na dobre.
Pojechałem standardową pętelkę autostradą poznańską, do Binowa i Kołowa. Jesień w puszczy jest niesamowita - po prostu morze kolorów. Szkoda, że panowie tylko wycinają te stare buki, zrobią jednak one miejsca tym młodszym.
No i żeby nie było tak sielankowo, to w lesie znowu złapałem kapcia. Ehh... Dlatego dziś tak króciutko.
Testowanie aparatu. Noo. Jakoś tak dziwnie. Wozić trzeba duży plecak, wyciągać się go nie chce. Ale jak już się to zrobi to nie można przestać pstrykać. Na razie mam tylko standardowy obiektyw, jeszcze żadnych filtrów i nie jestem jakoś zbyt zadowolony z tego. Na większe odległości się nie nadaje, jakoś słabo ostrzy. Może to kwestia dobrania odpowiednich parametrów przysłony. Zobaczymy. Póki co, dziś nie miałem za wiele czasu, żeby się nim odpowiednio długo pobawić.
Przejażdżka po lasach zamieniła się w stówkę. Niestety, już na samym początku zauważyłem, że akumulatory w aparacie się wyczerpują. W związku z tym zdjęć nie ma, oprócz tych, robionych w strasznym pośpiechu z Rezerwatu Wilanów. Nie byłem tam nigdy wcześniej, ale jest to jedno z piękniejszych miejsc w mojej okolicy. Jak tam wrócę, to się lepiej przygotuję z fotkami. Być może robionych nowym aparatem :)
Gorzów->Wojcieszyce->Santoczno->Wilanów->Wielisławice->Bronowice->Lipie Góry->Lubicz->Tuczno->Gilów->Ogardy->Lipie Góry->Czyżewo->Strzelce Klasztorne->Strzelce Krajeńskie->Wielisławice->Wilanów->Rezerwat Wilanów->Rezerwat Rzeki Przyłężek->Santoczno->krzyżówka na Łośno->Wojcieszyce->Gorzów
Ostatnio zrobiłem się jeszcze bardziej leniwy i jakoś brak mi motywacji do jeżdżenia. Ale jak już gdzieś pojadę, to bardziej turystycznie. Lubię eksplorować nowe miejsca i uwieczniać je na fotografiach. Czasami się ścigam, ale bez żadnych sukcesów, ot tak dla rozrywki i zaspokojenia głodu rywalizacji. Mój fetysz to podjazdy, gubienie się w lasach, lądowanie w bagnach :)