Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2008

Dystans całkowity:742.38 km (w terenie 87.00 km; 11.72%)
Czas w ruchu:53:21
Średnia prędkość:13.92 km/h
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:39.07 km i 2h 48m
Więcej statystyk

No i w końcu nadszedł

Piątek, 16 maja 2008 · Komentarze(4)
No i w końcu nadszedł czas, żeby osiągnąć cel wyprawy. Jazda po wulkanie - El Teide - najwyższej górze Hiszpanii.

Chio


Roślinność naprawdę zadziwia


Aż dziw, że coś tam może rosnąć. Wszędzie skały, pumeks.


Lasy pinii - sosny odpornej na ogień


Pico del Teide - następnym razem wejdę na ten szczyt


Jedyne wypłaszczenie na trasie - u stóp Teide


To jeszcze nie koniec wspinaczki


Kolorowo. Jak w kanionie Colorado




Zabraliśmy za mało wody i jedzenia. Pod koniec Afro bał się nawet wpiąć w spdy, bo praktycznie nie mieliśmy już energii, żeby ustać w pozycji pionowej


Na szczęście od tej pory tylko z górki. Na nieszczęście a może i dobrze - cały czas w chmurach. Było strasznie zimno.



Jednak dotarliśmy jakoś do Vilaflor - najwyżej położonej wioski na Teneryfie. Zjedliśmy pysznego królika i Papas Negras - kanaryjskie ziemniaczki w Mojo - kanaryjskim sosie. Nie jestem pewien czy to było to co zamówiliśmy, ale i tak warto było. Od tej pory jechaliśmy cholernie krętymi serpentynami z jedną tylko lampką w dodatku we mgle i w nocy. Najpiękniejszy zjazd mojego życia!
Widok z dołu

Zjazd tbył aż pod sam hotel :)

Takie małe podsumowanie
Od 0 do 2100m n.p.m. ponad 60km podjazdem w pełnym słońcu. Ponad 35km zjazdu, przez większość trasy zimno - bo albo w chmurze, albo w nocy. Jeden z najpiękniejszych dni spędzonych na rowerze! Cudo. Dla takich chwil warto żyć!


Album

Teneryfa na rowerze

Czwartek, 15 maja 2008 · Komentarze(4)
Teneryfa na rowerze

Wycieczka do Los Gigantes i Masca.
Nie wiem co tu napisać. Zdjęcia więcej Wam powiedzą.













Widoki miażdżą!


Album

Martunia, Igorze i Nagusku, dziękuję Wam moi drodzy za pamięć i wspaniały prezent!

Tak więc harmonii dzisiejszego dnia nic

Środa, 7 maja 2008 · Komentarze(2)
Piękny dzień!

Obudziłem się dziś wcześniutko rano. Za oknem słoneczko, cieplutko, ptaszki ćwierkają. Włączyłem radio, a tam puścili fififififififristajlo! Uśmiech zagościł na buzi natychmiast. Jakoś dobrze mi się kojarzy ten kawałek. Nie wiem czemu.
Poszedłem zrobić sobie 2 herbatki, bo po wczorajszym wypadzie na piwko dziwnie się czułem. Do tego jeszcze strasznie się przeziębiłem... ale postanowiłem z uśmiechem pojechać na wydział. Tą ładniejszą trasą - przez cmentarz. Na uczelni luzik. Nic się nie dzieje, dużo śmiechu i spójrzcie cóż to ja dostałem na urodzinki. Fantastyczny aluminiowy bidonik BMW Sauber z podpisami moich wspaniałych przyjaciół. Teraz Robert będę trzymał tylko jeden kciuk za Ciebie, bo drugą ręką będę pić Twoje zdrówko podczas wyścigu jakimś szlachetnym napojem właśnie z tego naczynia.


Martunia, Igorze i Nagusku, dziękuję Wam moi drodzy za pamięć i wspaniały prezent!

Tak więc harmonii dzisiejszego dnia nic mi już nie zakłóci.
A oto najwspanialsi ludzie w Szczecinie
Wiktor i Prezes


Kmieciu i Igor


Mazi i Grześ


Król salsy Ryś


...I najpiękniejsze dziewczęta. Taaak, to dzięki Wam mam ochotę jeszcze tam przyjeżdżać :) Paulina, Monika, Karolinka i Martuś


Hardi, świeżutki inżynier

Igoriev, Nagus i Kornel


Moja najdroższa siostrzyczka


I mały, ze służbowym łaptokiem i komórą :D


I kwiatek specjalnie dla siostrzyczki-księżniczki za przepiękny wiersz jaki dostałem :)


Noo, musimy wszyscy pojechać na jakąś fajną wycieczkę rowerową!

Album


Do tego wszystkiego zrobili nam jeszcze jutro wolny dzień. Utopia! :)
Kategoria _Mini, Szczecin i okolice, Meridka moja
Dziś to już rozpadało się na dobre. Wycieczka na stację do Rajczy i do sklepu po Tyskie Książęce i Książ. Oba piwka dobre, dla mnie egzotyczne, bo niedostępne na Północy. Potem wiadomo - w tłoku pociągiem do Katowic. Połączenia rewelacyjne - żadnego w ciągu najbliższych kilku godzin do Poznania i wpadłem na pomysł, że pojedziemy do Wrocławia po Piasta.
Młynarz, kolego, spójrz jak pięknie przyozdobiłem lodówkę!


Muszę przyznać, że Piast jasny wystartował do wyścigu do gardła z pole position i stwierdzam, że to dobre piwko. Bardzo. Chętnie kiedyś po nie jeszcze pojadę do Wrocławia. Ba, jestem gotów się tam nawet dla niego przeprowadzić.

Rano pogoda nie dopisywała,

Sobota, 3 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria _Midi, Meridka moja
Rano pogoda nie dopisywała, pomimo tego postanowiliśmy się gdzieś ruszyć. Wybór padł na Słowację i zasugerowano nam udać się do baru u Gity w miejscowości Navot. Dlaczego? To zaraz.
Do granicy podjazd. Dzisiaj jakoś nie mamy siły i kręcimy cały czas na młynku. Na granicy robimy postój półgodzinny, po raptem 13km jazdy. Nie chce nam się wstawać, bo zimno i ciągle pada, ale ostatecznie postanowiliśmy zjechać. Bardzo powoli, żeby nie zmoknąć. Na Słowacji zupełnie inny świat - słońce i sucho. Zajeżdżamy do polecanego baru po...

Kolorowe piwko - na dole svetly, a hora je cerna. 5zł za dwa.
Ciężko nam to pojąć i dajemy się namówić na jeszcze jedno cerne. Potem jedziemy do sklepu po pistacje i... piwko. Kelt - 1,5l za jakieś 4zł, które to skonsumujemy wieczorem.
Ale... po kolei. Niedługo po postoju robimy sobie znowu postój. Na wzniesieniu za miasteczkiem. Sielanka.


Stromy kręty zjazd, gdzie Senti wyciąga 62kmh i zalicza glebę. Troszkę się pozdzierał, ale ogólnie pozytywnie to przyjęliśmy :D
W następnym miasteczku kierujemy się na północ zielonym szlakiem, do granicy Z Polską. Bardzo miła i malownicza droga.


Docieramy do granicznego szlaku i staramy się znaleźć czarny, ale po polskiej stronie. Na przeszkodzie stoi nam strumień, znajdujący się kilkadziesiąt metrów poniżej. Jakoś się zdrapujemy i robimy prowizoryczną przeprawę z kamieni

No i jak już wspomniałem. wieczorem degustujemy zimny svetly lezak o vycapnej recepturze - Kelt.

Album zdjęć z majówki
Zdjęcia Sentiego

Nazajutrz okazało się, że

Piątek, 2 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria _Midi, Meridka moja, Fajne
Nazajutrz okazało się, że foch dziewczyn to dużo poważniejsza sprawa niż myśleliśmy. Jak się obudziliśmy, to ich nie było. Padł pomysł typu: "dobra, pojedziemy, weźmiemy je na pizze". Ja z Sentim zostałem i wybraliśmy się w góry.
Najpierw czerwonym szlakiem z Rajczy na południe i tam już od razu fajny podjazd




Potem piękny zjazd


Potem podejście z Mładej Hory. Dużo podchodzenia


... i wjazd na Rycerzową Małą


Potem jeszcze cyk cyk na Rycerzową Wielką



Widok na Tatry


Następnie zjechaliśmy technicznym singletrackiem do Przegibka i czarnym szlakiem do Rycerki Górnej. Tam postanowiliśmy pojechać w kierunku Beskidu Granicznego, ale oczywiście się zgubiliśmy. Prawdopodobnie szlak był na tyle zniszczony, że mapa przestała być aktualna. W każdym bądź razie najpierw musieliśmy ostro targać rowery przez krzaki na jakąś górę, a potem zejście w błocie po kostki.
Ale jakoś dojechaliśmy po zachodzie słońca.


Wieczorem - wiadomo :)


Priorytetem na dzisiaj było zrobienie dwucyfrowej średniej :)

Album zdjęć z majówki
Zdjęcia Sentiego

Jedziemy na majówkę!

Czwartek, 1 maja 2008 · Komentarze(2)
Kategoria _Mini, Meridka moja, PKP Dziadostwo
Jedziemy na majówkę!
Aaaaaaale... najpierw PKP. Wsiadam w Szczecinie. Oczywiście barany nie przewidziały, że może przydać się wagon rowerowy w pociągu przez całą Polskę (nocny pociąg Szczecin-Przemyśl), więc ląduję w przejściu.
Już na początku podróży jakaś afera. Prawdopodobnie komuś coś ukradli i gdzieś tam na stacje ma policja przyjechać.
Potem pociąg przejeżdża przez Choszczno - trzy matoły totalnie nawalone wystawiają fakety i drą mordę do konduktora. Nie zrozumiałem co krzyczą bo się po prostu nie dało (coś a'la w utworze Kazika - T.R.W.A)
W Krzyżu dosiadają się kibole Stali. Poznałem wszystkie przyśpiewki i jako, że jestem z Gorzowa dostałem dwa piwka. W nagrodę macie chłopy fotę

W Poznaniu dosiada się do mnie Senti
Robi się tłok i oczywiście nie daje się już wejść przejściem gdzie stoję. Wiadomo, zawsze się trafi jakiś geniusz, który jak tylko otworzą się drzwi, drze ryja że nie ma jak wejść (to że ma śpiące niemowlę na rękach wydaje się nie mieć dla niego większego znaczenia). Na tej samej stacji wsiada burak wracający z Norwegii i od razu robi aferę, że szlachta (maszyniści, konduktorzy itd.) siedzą (w służbowym), a on nie. Nie odpuszcza im do końca mojej podróży, czyli jakieś 3-4 godziny. Co chwilę otwiera im przedział i każe dzwonić po policję, bo mu światło nie świeci (czyli łamany jest niby regulamin itd.) Pomysły mu się w końcu skończyły, gdy wsiadła policja i go uspokoiła. Potem się najebał z kibolami ze stali.
Do kibolów dołącza się łysy z Bytomia. Drą mordy razem. Potem wsiada jakiś pedzio. Nic nie mówi tylko szczerzy zęby do każdego. Za chwilę ktoś chce przejść przez drzwi między wagonami, gdzie stoją nasze rowery. Siłuje się z nimi, pomimo tego, że są zamknięte na kłódkę. Patrzę i oczom nie wierzę, próbuje je rozsunąć nogą. "Chodź i mi pomóż, bo sam nie daję rady" rzuca do mnie z miną pełną poświęcenia. Nie wiem czy płakać, ale śmiać mi nie wypadało.
Pedzio wysiada, żegnając się ze wszystkimi głośnym "Ciao!"
Miejsca coraz mniej, ale kolejka do sikania coraz większa. Ja sam stoję na nogach już jakieś 8 godzin. Robi się jasno i dojeżdżamy na Śląsk. Kibol z Bytomia już mocno podjarany, wali pięściami w co się da, także szybę od przedziału służbowego. Słychać tylko jego. Chyba wydaje ze 110 dB i nasi z Gorzowa się przy nim chowają. Ale twardo akompaniują "Zawsze i wszędzie, policja...". Nagle łysy rzucił propozycję, że wszyscy wybiegamy na dworzec w Zabrzu i "napierdalamy się do pierwszej pizdy". I nagle cisza. :) Chłopaki się uspokoili, tylko ten człowiek, który płaci podatki w Norwegii na PKP usiłuje coś tam wydusić. Co najmniej połowa wagonu miała ochotę mu - no przepraszam za określenie - pierdolnąć.
I tym sposobem wysiedliśmy w Katowicach, gdzie Robert ma swój sklep


Potem przesiadka do Rajczy. Oczywiście wagonu nie było, a rowerów co najmniej kilkanaście. U nas zmieściło się chyba siedem.


Ale było miło. Niektórzy pili piwko. Potem drugie. Potem trzecie...



... i zapomnieli przy wysiadaniu o bagażu z portfelem i dokumentami.

Ci bardziej trzeźwi, np. ja :), musieli po ten bagaż pojechać do Zwardonia, ale tam się okazało, że jednak w pociągu go nie ma, za to był już na komisariacie w Rajczy. Na szczęście Senti miał bagażnik i można było go jakoś upakować.

Tym sposobem dojechaliśmy do Chaty Chemików w Ujsołach, gdzie mieliśmy mieć zarezerwowane miejsca. Miejsc nie było, ale jakoś się upchaliśmy.

Po południu zrobiłem sobie mały podjazd na pobliską górkę. No może nie całą :)


Za to wieczorem to już tylko piwko, kiełbaski, piwko....


... i wielki foch dziewczyn.
A potem znowu piwko, trening wioślarzy i takie tam, o którym nie wypada mi wspominać :D


A być może nie wszystko pamiętam. W każdym bądź razie podobno ktoś z nas pracuje w diversie, kochamy wszystkie dziewczyny na około i chyba byliśmy skłonni im zrobić śniadanie. Nie wiem. Nie pamiętam. Nie z przepicia, ale powiedzmy z niewyspania (prawie 2 doby bez snu - mój rekord).

Pink Floyd na dobranoc


Album zdjęć z majówki
Zdjęcia Sentiego