Jakaś pipa mało mnie do szpitala nie wpędziła. Wyjechała sobie z bramy jak gdyby nikogo innego nie było. Szczęśliwie wyminąłem ją o jakieś 3-5cm. Już widziałem siebie jak zahaczam pedałem i lecę 5 metrów. Bo pewnie gdzieś tyle się leci przy jakichś 30km/h, bez kasku.
Dodam jeszcze tylko, że dziś ja i rower śmigamy na tym samym oleju. Polecam mix oliwkowo-słonecznikowy. Nie słychać łańcucha ani kiszek.
A tak wpadłem wieczorkiem na pomysł czy by czasem nad morze nie skoczyć. Spać mi się nie chciało więc o 5:10 siedziałem już w pociągu do Międzyzdrojów.
Najpierw przejażdżka po molo, póki jeszcze zamknięte
Potem lasami do Warnowa i jeszcze dalej do Wisełki. I taki widok się ukazał. Nikogo oprócz mnie w promieniu 10km
Wyraziłem więc zadowolenie typowym Air Jordanem...
... i pomknąłem plażą hen...
Po drodze były też takie klifowe urozmaicenia
Jechało się faaaajnie, choć czasem było grząsko
I w końcu dotarłem do Dziwnowa, a potem to już była nuuuda, aż do Wolina. Tam ukazał mi się nietypowy skansen
I zachód słońca
Tempo niezbyt imponujące, ale przecież to miała być wycieczka, więc grzech byłoby się spieszyć. Najważniejsze, że stówka zrobiona :)
Przy okazji też pobiłem pewny rekord. Nie spałem od 30 godzin. W takim razie trasę opiszę jutro. I może jakiś filmik wrzucę...
W końcu jakaś dłuższa wycieczka, ale coraz bardziej tracę nadzieję, że w tym roku cyknę jeszcze jakąś setuchnę. Forma całkowicie opadła, na dodatek po 50km jakieś skurcze mnie łapały. Jakby tego było mało 2 razy leżałem w tym raz w bajorze.
Wieczorem na myjce zauważyłem, że zgubiłem pompkę, a więc jest pretekst, żeby jutro ruszyć dupsko i ją poszukać.
Ostatnio zrobiłem się jeszcze bardziej leniwy i jakoś brak mi motywacji do jeżdżenia. Ale jak już gdzieś pojadę, to bardziej turystycznie. Lubię eksplorować nowe miejsca i uwieczniać je na fotografiach. Czasami się ścigam, ale bez żadnych sukcesów, ot tak dla rozrywki i zaspokojenia głodu rywalizacji. Mój fetysz to podjazdy, gubienie się w lasach, lądowanie w bagnach :)